Ogród jako osobista oaza

I uważam, że ogród w tym wszystkim jest tu najważniejszy. mamy swój osobisty teren na, którym możemy robić co nam się tylko podoba, świetne miejsce na odpoczynek i zabawę dla dzieci i dorosłych.

Mieszkanie w bloku czy własny dom? Większość opowie się za posiadaniem swojego kawałka ziemi, a dlaczego? Ponieważ dom to także możliwość posiadania własnego ogrodu. I uważam, że ogród w tym wszystkim jest tu najważniejszy. Mamy swój osobisty teren na którym możemy robić co nam się tylko podoba. Świetne miejsce na odpoczynek, zabawę dla dzieci i dorosłych. 

W czerwcu 2017r. wraz z chłopakiem Patrykiem pojechaliśmy do mojej przyjaciółki Agnieszki na wieś. Sprowadzał nas tam nie odpoczynek, ale praca. Mieliśmy za zadanie zaprojektować dla niej ogród.


W pocie czoła

Za zadanie mieliśmy założenie ogrodu przed domem. Był on podzielony na dwie części przez ścieżkę do drzwi. Nie dość, że były to odcinki bardzo zachwaszczone to do tego znajdowały się na nich dwie góry piachu i kamieni usypane przez robotników, którzy wcześniej wykonali ogrodzenie z bramą oraz nawierzchnię.
Pracę zaczęliśmy od zlania wodą mniejszego kawałka. Gleba była tak mocno zbita przez jeżdżące po niej maszyny, że nie mogliśmy wbić szpadla. 




Następnego dnia najpierw rozkopaliśmy górę piachu potem oczyściliśmy teren z chwastów i wyrównaliśmy teren by potem móc go minimalnie nachylić.

Druga część ogrodu stanowiła o wiele większe wyzwanie. Górę piachu polewaliśmy wodą. Nazajutrz ziemię wsypywaliśmy do taczek i wywoziliśmy na pole. Zajęło nam to dwa dni.

Później musieliśmy się pozbyć ogromnej kraty pod winorośl. Tu jednak z pomocą przyszedł Kamil - mąż mojej przyjaciółki. Gdy mieliśmy już nieco ogarnięty teren zaczęliśmy pielić. Wyrywanie chwastów jeden po drugim było złym rozwiązaniem, dlatego szpadlem nacinaliśmy małe kwadratowe kawałki i wyrywaliśmy je wrzucając do taczek. Największym wyzwaniem był dla nas berberys. Obcięliśmy kujące łodygi i zaczęliśmy obkopywać go dookoła. Krzew jednak nie dawał za wygraną i mocno siedział w ziemi. Patryk poszedł po piłę bo tylko ona mogła coś zdziałać. Nie mieli jednak elektrycznej tylko ręczną, więc musieliśmy użyć dużo siły by ściąć krzew. Korzeń ciągnął się chyba z metr w dół i odkopanie krzewu zajęło nam z około godzinę jak nie lepiej.

Mając już odchwaszczony teren, zaczęliśmy się zastanawiać nad wykonaniem rowu biegnącego przy bramie by spływał do niego nadmiar wody. Przy murku ogrodzenia rosła bardzo mocno ukorzeniona trawa i strasznie ciężko było się jej pozbyć.





Następnie musieliśmy wykonać spadek terenu. Jedna część ogrodu była już wcześniej nachylona i trzeba było tylko wyrównać ziemię. Na drugiej jednak teren był całkowicie płaski. Nie mieliśmy specjalistycznych narzędzi, więc musieliśmy kombinować.
Wzięliśmy drewnianą listwę, sznurek, paliki, poziomicę. Za pomocą sznurków i palików wyznaczyliśmy metrowy odcinek, a za pomocą listwy zgarnialiśmy piasek. Potem na podłoże kładliśmy poziomicę i patrzyliśmy czy jest spadek. Ta część pracy zajęła nam najwięcej czasu i była przyczyną kilku kłótni. Mimo to udało nam się uzyskać to co zaplanowaliśmy.





Mając już przygotowany teren ustaliśmy z Agnieszką i jej teściową rośliny. Uznaliśmy, że mniejszy kawałek będzie częścią reprezentacyjną domu, a drugi większy będzie terenem do zabaw dla małych dzieci. Po dobraniu roślin pojechaliśmy po nie do pobliskiej szkółki. Gospodarstwo było fantastycznie prowadzone, a rośliny były zdrowe i cudownie się prezentowały, a do tego miały atrakcyjne ceny. 
Rośliny na części dla dzieci chcieliśmy posadzić wzdłuż krawędzi ogrodu, aby po środku był trawnik do zabawy. Patryk wpadł później na pomysł, że chciałby je oddzielić od trawnika niskim płotkiem lub krawężnikiem. Tak więc po drabinie weszliśmy na strych i zabraliśmy kilka desek do jego wykonania. Zrobienie go oddałam dla chłopaka.

Posadziliśmy wszystkie rośliny. Dookoła położyliśmy agrowłókninę i obsypaliśmy korą. Na sam koniec z nad stawu taczką przywieźliśmy żółty piasek i zagrabiliśmy go z ziemią pod trawnik. Rozsypaliśmy nasiona i zagrabiliśmy.






Efekt końcowy

Wykonanie ogrodu zajęło nam dwa tygodnie. Bardzo dopisywała nam pogoda. Codziennie świeciło słońce, ale na szczęście nie było upalnych dni. Pracowaliśmy od rana do wieczora. Spać kładliśmy się od razu po kolacji. W niedzielę mogliśmy tylko spędzić czas na czymś innym jak wspólny grill czy basen. Nasza praca spodobała się wszystkim, a my sami jesteśmy z siebie bardzo dumni, że wykonaliśmy kawał dobrej roboty.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Polub stronę

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *